Pamięć w Świetle Biologii Totalnej – DOBRA PAMIĘĆ… I DŁUGA!

Ach, jak wiele mamy przekonań na temat własnej pamięci! „Mam dobrą pamięć, ale krótką!”, „Kiedyś to miałem dobrą pamięć…”, „Ja to mam zawsze sklerozę!” – te oraz wiele innych podobnych zdań w treści i przekazie. Dodatkowo pogłębia je fakt powszechnego przeświadczenia o tym, że z wiekiem pamięć staje się coraz słabsza i w zasadzie niewiele da się tu zaradzić. Czy aby na pewno jest to prawda? Jak widzi to Biologia Totalna? Czy zwiększając świadomość, można uzdrowić nie tylko ciało ale także i swoją pamięć? Jak najbardziej tak!

Bardzo wiele czynników decyduje o naszej zdolności koncentracji umysłu oraz dostępie do zapamiętanych informacji, co mocno komplikuje temat i sprawia, że nie tak łatwo odpowiedzieć na pytanie: jak poprawić swoją pamięć. Stąd, aby podejść do kwestii najprościej, warto się zastanowić nad rolą pamięci w przyrodzie. Służy wszak ona nie tylko nam – ludziom, ale i zwierzętom, a kto wie, czy i w świecie roślin nie znaleźlibyśmy na to potwierdzenia. Jest przecież nie tylko pamięć umysłu, pamięć ciała czy pamięć komórkowa, ale i pamięć genetyczna, przenoszona z pokolenia na pokolenie i ona również odgrywa znaczącą rolę w ogólnym procesie zapamiętywania. Czemu więc służą wspomnienia? Przeżyciu!

Jest taka wirtualna struktura, nazywana przez terapeutów metody Biologii Totalnej mózgiem automatycznym, której zadanie polega na tym, aby kolekcjonować wszelką pamięć o przeżytych zdarzeniach i ich okolicznościach. Mózg ten pracuje nieprzerwanie nawet podczas snu, począwszy od okresu prenatalnego aż do ostatniego tchnienia człowieka. Jego zadaniem jest gromadzić wszelkie dane o naszym życiu po to, aby na ich podstawie podejmować codzienne decyzje zgodnie z programem, który zapewni przetrwanie. Dzięki temu zwiększają się szanse na przeżycie jednostki, a że mózg automatyczny dodatkowo korzysta również z danych zawartych w polu morficznym Ziemi, podpowie nam on w odpowiednim czasie strategię, która być może została już kiedyś wcześniej wykorzystana u przodków lub innych ludów, w ten sposób ocalając całe rody.

foto1

Zbieranie danych, w tym również świadomie – co potocznie nazywamy właśnie zapamiętywaniem – wydaje się być czymś oczywistym w świetle priorytetu przetrwania i z pewnością nie to samo w sobie staje się częstym problemem u ludzi. Kłopot pojawia się wtedy, gdy do tych danych nie mamy dostępu! To wydobycie zapamiętanych informacji przysparza nam trudności, nie ich zapamiętanie; wyjęcie pożądanych narzędzi z worka, nie samo włożenie…
Co zatem sprawia, że z tych skumulowanych treści nie można swobodnie zaczerpnąć?
Ogólnie powiemy: stres.
Stres, któremu towarzyszy nadmiar emocji.
To one są źródłem cierpienia człowieka, motorem – często negatywnym – jego działań, a czasami hamulcem, który nie pozwala wprowadzić zmian w życiu i nadać mu określonego kierunku.

Często nie pamiętamy, bo już po prostu nie chcemy pamiętać. Nie chcemy przypominać sobie różnych faktów czy zdarzeń z życia, by nie wywoływać z pamięci tych wszystkich uczuć, które przynosiły ból. Odsuwamy od siebie pewne tematy, gdy stają się dla nas zbyt niewygodne. A że ośrodki pamięci w mózgu są ze sobą ściśle połączone, jedno wspomnienie potrafi przywołać kolejne i kolejne… Organizm obciążony zbyt wielką liczbą traumatycznych wspomnień, będzie bronił się przed przywoływaniem ich do świadomości. To tłumaczy dlaczego niektórzy ludzie już nie tylko nie potrafią przypomnieć sobie wybranych faktów z własnej sceny życia, ale i na przykład gdzie leżą nożyczki czy klucze. Te bowiem nożyczki czy klucze być może stały się bohaterami w jakiejś ważnej historii, której obecnie nie kojarzą, ale ich mózg automatyczny owszem.

foto3Wiedząc, że z nożyczkami czy kluczami wiąże się ból i cierpienie, mózg ten zrobi wszystko, by osobę niegotową na przywołanie sobie traumatycznych przeżyć w danym momencie, ochronić. Czasem chodzi tu o konkretne przedmioty, a czasem o ogólny natłok uczuć i emocji, który uniemożliwia odtworzenie wiadomości w sposób natychmiastowy.
Pamiętam taką starszą osobę, z którą kiedyś pracowałyśmy. Pani (85l.) miała problem, że „nogi same nie idą”. Stawała w drzwiach pokoju i nie mogła dojść do kuchni, nie mówiąc o swoim przydomowym ogródku, który kochała. W trakcie wywiadu okazało się, że przez wiele lat była dręczona groźbami przez swojego brata alkoholika, który wracając po nocach do domu, robił jej awantury. Jednego dnia pobiegł do kuchni i wrócił stamtąd z nożem w ręku, a jego intencje w stosunku do niej z pewnością nie były czyste. Musiała wtedy szybko uciekać oknem, skacząc z pierwszego piętra do ogrodu, by ocalić życie… Kiedy uświadomiła sobie te zależności, fala uwolnionych, starych emocji zalała ją natychmiast, a łzy pozwoliły dokończyć ten proces. Następnego dnia dostałam telefon od jej córki, że matka pieli w ogródku, szczęśliwa i bardzo pozytywnie zdumiona obrotem sytuacji. Żadna pomoc farmakologiczna nie była tym razem potrzebna, wystarczyło samo uświadomienie sobie złożoności tego problemu oraz ciężaru przeżytych doświadczeń. W tym przypadku to ciało wzięło na siebie jarzmo skumulowanych uczuć i traumy, ale często też bywa i tak, że to nasz umysł przejmuje wszystko na siebie i choć po organizmie niczego nie widać, sprawność intelektualna „już nie ta”.

Inna kobieta (70 l.) zgłosiła się do mnie z problemami z pamięcią. Miała trudności z dobieraniem słów, przywoływaniem niedawnych faktów z codzienności, nazywaniem na jaw, że przeżyła bardzo trudny związek małżeński ze swoim mężem, który ją zdradzał, trzymał stronę swojej matki zamiast jej oraz nie pomagał w utrzymaniu kilkuosobowej rodziny. Klientka ta miała za zadanie wykarmić i wykształcić kilkoro dzieci, a przy tym znosić wiele dokuczliwości ze strony teściowej, z którą mieszkała z przymusu. Pewnego dnia mąż po prostu nie wrócił do domu, w zasadzie bez żadnego słowa wyjaśnienia, wybrał inną partnerkę na życie. Ale zanim to nastąpiło, ta zdążyła już popełnić próbę samobójczą… Ciekawe, że nie pamiętała o tym przez ponad 30 lat, aż do czasu terapii, kiedy to z zaskoczeniem przypomniała sobie ową historię pod wpływem zadawanych pytań. I to też nie od razu, bo dopiero podczas trzeciej z rzędu konsultacji, co rozumiem w ten sposób, że otrzymane w czasie sesji wparcie pozwoliło na takie poczucie bezpieczeństwa, że dopiero wtedy mózg automatyczny mógł puścić konflikt i dać dostęp do starej pamięci.
Gdyby ktokolwiek wcześniej przypomniał tej pani o jej sekrecie skrywanym przed rodziną i samą sobą, mogłaby tego autentycznie nie przeżyć. Poziom nagromadzonych trudnych emocji był zbyt wielki. Dlatego mózg automatyczny trzymał tamte dane w tajemnicy. Teraz zaś po tym, kiedy problem został uświadomiony i głośno wypowiedziany, kobieta mogła zrzucić z siebie cały ten niepotrzebny balast i tym samym odzyskać część zdolności percepcyjnych.

Wygląda to trochę podobnie jak operowanie danymi na twardym dysku komputera: kiedy dysk jest zapchany, trudno się dostać do zapisanych na nim informacji.

Wydobycie zapamiętanych informacji przysparza nam trudności, nie ich zapamiętanie; wyjęcie pożądanych narzędzi z worka, nie samo włożenie…

Przeciążony komputer spowalnia swoje działanie, czasem wręcz uniemożliwiając nam pracę na nim, co w końcu wymusza czyszczenie i uporządkowanie całej bazy. Podobnie i u człowieka: przychodzi taka chwila, kiedy warto posegregować co nieco i oddzielić to, co nieważne od ważnego dla przeżycia. Rozprawić się z przeszłością, zaszłymi emocjami i traumami, zwolnić trochę miejsca na dysku naszej pamięci i poczuć się lżej a nawet młodziej. Bo czym się różni pamięć dziecka od pamięci starca? Ilością nagromadzonych informacji… choć czasem i dziecko zdąży przeżyć w swoim życiu niejedno…
Stanisław Sojka śpiewał w swoim utworze: „Niepamięci niech się święci cud”. Ludzie powszechnie narzekają na kłopoty z pamięcią, ale to właśnie odpamiętywanie problemów i zapominanie ich stanowi dla nas większe wyzwanie na dzisiaj niż zapamiętywanie! Zwalnianie pamięci komórkowej z imperatywu trzymania zbędnych wspomnień. Puszczanie w niepamięć dawnych klątw i przysiąg, urazów i żalu, złości, pretensji, gniewu czy złorzeczenia. Wybaczanie wyrządzonej krzywdy czy niesprawiedliwości.
Odpuszczanie win.
Również i sobie.

Bo poczucie winy i wstydu są jednymi z najgorszych uczuć, jakie potrafią obciążyć człowieka, w skrajnych przypadkach prowadząc nawet do autodestrukcji. Z pewnego punktu widzenia niektóre choroby przewlekłe można nazwać właśnie takim podświadomym dążeniem do samozagłady. Choroba wieńcowa, miażdżyca, choroba Parkinsona czy wiele innych, są one fizycznym nośnikiem informacji o nagromadzonym cierpieniu. Ciało choruje, gdy chce nam naocznie pokazać, iż się z czymś zmaga na wyższym poziomie, a że dolegliwości psychoemocjonalnych nie widać, to konflikt zaczyna się materializować fizycznie…

foto2
Kiedyś nie było takiej pomocy psychologicznej jak obecnie. Nie było tylu metod terapeutycznych, branżowych książek czy artykułów, forów internetowych, na których można by się podzielić swoimi problemami czy infolinii, gdzie można by się chociaż swobodnie wygadać i poczuć wysłuchanym.
Ludzie brali swoje konflikty na siebie i z pomocą okolicznych autorytetów (ksiądz, nauczyciel, sołtys) usiłowali radzić sobie w życiu (lub z życiem), nierzadko zamykając się w sobie i wypierając co trudniejsze emocje. Ten mechanizm pozwolił na przetrwanie, ale nie na dobrą jakość życia i zdolność do cieszenia się nim. Współczesne osoby starsze to pokolenie wojenne, których doświadczeń oraz przeżyć nie sposób sobie nawet wyobrazić. Cierpienie matek patrzących na śmierć dzieci czy to poległych czy zmarłych w chorobie, jest jednym z największych traum w przyrodzie. Podobnie jak widok umierających w okopach kompanów w czasie bitwy, ich ran i bezradności ówczesnych służb sanitarnych. Strach dzieci w czasie nalotów bombowych. Świadomość straty całych majątków, bezdomności, obozów zagłady, obozów pracy czy bagaż doświadczeń jeniectwa jest tak niewyobrażalna, że dziś aż pozostaje na granicy realności dla niektórych, a przecież była udziałem większości Polaków w tamtych czasach. Ci ludzie zaniemówili na zawsze. Pozostali ze swoimi tajemnicami swoich bliskich czy potomstwa. Jednak nie idzie to niestety
w parze z rozwiązaniem tych wszystkich konfliktów i wykasowaniem pamięci. A skoro pamięć ta została w przeszłości tak mocno przeciążona, to należy jej ulżyć przynajmniej dzisiaj – tak racjonalizuje rzeczywistość mózg automatyczny.
I w ten sposób dyktuje człowiekowi np. chorobę Alzheimer’a jako rozwiązanie.
Jak wiele strat i separacji można przecierpieć w życiu?
Ile widoków późnego poronienia czy koniecznej aborcji?
Jak dużo niechcianych rozstań i rozłąki z bliskimi?
I nie postradać rozumu przy okazji…
Czasem wyrzuty sumienia nie pozwalają się uspokoić człowiekowi i jeśli nie znajdzie on nigdzie wsparcia lub co gorsza spotka się jeszcze z jakąś karą za swoje grzechy ze strony otaczającego go środowiska, może już nigdy nie odzyskać równowagi psychicznej ani emocjonalnej.
Nie pamiętać, to czasem chcieć być zapomnianym.
Jedna z form samokarania, kiedy nie możemy sobie czegoś darować. Dlatego z pomocą przychodzą nam wtedy wszelkie metody pracy nad samowybaczaniem i uwalnianiem tych trudnych stanów. Różnego rodzaju masaże ciała, kinezjologia i techniki pochodzące od niej, praca z oddechem, sport, mindfulness – to jedne z wybranych sposobów na poradzenie sobie z własnymi przeciążeniami emocjonalnymi, kiedy już sobie zdamy z nich sprawę. Metody te też dobrze jest stosować profilaktycznie. Można się także wspierać terapią kwiatową dr Bacha: esencja oliwki pomaga w utrzymaniu koncentracji umysłu w stanach dużego wycieńczenia fizycznego i psychicznego a białego kasztanowca redukuje natłok niechcianych myśli. Sosna zaś niweluje poczucie winy a ekstrakt z wiciokrzewu uwalnia od życia przeszłością. Podobno spożywanie czarnych oliwek poprawia pamięć, podczas gdy oliwki zielone pomagają ją wykasować z niechcianych wspomnień. Dobrze też wiedzieć, że czarne jagody redukują pamięć rodowych traum. Można się wspierać dietą i suplementacją. Warto też medytować i prowadzić zdrowy styl życia wypełnionego ruchem, radością i świeżym powietrzem. Spać o odpowiednich porach, dbać o dobre relacje z innymi ludźmi.
W zasadzie ma się ochotę powiedzieć: należy robić cokolwiek, co przyniesie efekt odciążenia od stresu i pomoże zapomnieć o przeżytych traumach tak, aby ta pamięć już nigdy nie miała potrzeby wracać.
Zapamiętywanie jest procesem jak najbardziej naturalnym i nie powinien temu towarzyszyć żaden wysiłek, pod warunkiem, że jesteśmy zainteresowani zapamiętywanym tematem. Kto z nas potrzebuje na co dzień wiedzieć, że cumulonimbus to po łacinie kłębiasta chmura deszczowa lub jak się liczy całki? Jeśli wiedza wydaje się być na dany moment bezużyteczna, nie dziwmy się, że „nie wchodzi do głowy”.
Z tym problemem spotykam się na co dzień w swojej praktyce z dziećmi i młodzieżą szkolną. I nic dziwnego przy obecnym systemie edukacyjnym na świecie. Jednak jeśli materiał jest dla nas zdecydowanie ciekawy, a mimo to mamy trudności z jego zapamiętaniem, to wtedy warto spojrzeć na poziom zmęczenia ogólnego organizmu oraz czym przeładowany jest nasz umysł. Stres uniemożliwia dobre funkcjonowanie, więc dlaczego w stresie mielibyśmy móc swobodnie rozumować?
Jeśli więc ktoś stwierdzi u siebie zbyt wysoki poziom stresu na co dzień, serdecznie zachęcam, by zajął się tym w pierwszej kolejności, zanim postanowi poprawiać swoją pamięć. Mózg ludzki zapamiętuje tylko to, co uznaje za ważne, więc jeśli nie może czegoś zapamiętać, to albo nie jest to ważne na ten moment, albo ważniejsze są inne kwestie, które zgromadził. „Kurza pamięć” nie istnieje, zostawmy ją kurom…

Recent Posts

Leave a Comment