KOŁO EMOCJI W ŚWIETLE BIOLOGII TOTALNEJ

W przyrodzie stres jest wszechobecny a opisuje go bardzo prosta definicja: zbyt dużo bodźców. W zbyt krótkim czasie. Zmienne środowisko i nieustanny zalew informacji wymuszają na nas szybką adaptację, zaś zdolność ta warunkuje nasze przeżycie.

Kto nie nadąża z reagowaniem na czynniki zewnętrzne, będzie skazany na permanentne gromadzenie emocji i odczuć w ciele, co w konsekwencji może prowadzić do nadreaktywności lub chorób fizycznych. Emocja będzie bowiem tym, co pozwoli nam dowiedzieć się o docierających do nas sygnałach i odpowiednio się do nich ustosunkować. O ile zostanie ona uświadomiona, można nią będzie pokierować, jednak częściej spotykamy się z sytuacją odwrotną: gdy to emocje sterują nami! W skrajnych przypadkach mamy wręcz do czynienia z „totalną kumulacją”, kiedy to rozpoznanie własnych odczuć staje na granicy niemożliwego. Potrafimy wtedy odczuwać jednocześnie np. frustrację i wstręt, wstyd i nieśmiałość, uniesienie i melancholię… stany bardzo trudne do wytrzymania na dłuższą metę. Gdy więc poczucie mieszanych emocji przytłacza, warto przypomnieć sobie cenną wiedzę znaną nam z filozofii Wschodu: jest tylko 5 emocji pierwotnych i praktycznie wszystko, co człowiek może doznać, sprowadza się do tej zasady.

W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej zostało to ujęte w formę Pentagramu, gdzie następujących po sobie pięć żywiołów obrazuje cykliczność życia na Ziemi i kolejność zdarzeń. Emocje pierwotne są również wpisane w ten system i przypisane do 5 elementów jak poniżej:

Wszystkie pozostałe odczuwane przez człowieka emocje stanowią pewną kompilację dwóch, trzech, czterech lub nawet pięciu (!) emocji czystych i dadzą wrażenie emocji złożonych, o stanach psychoemocjonalnych nie wspominając.
W zasadzie cała praca ze stresem w praktyce powinna sprowadzać się do systematycznego uwalniania powstających emocji tak, aby możliwe było reagowanie czystą emocją a nie sumą nagromadzonych emocji wtórnych.
W tym celu po pierwsze potrzebujemy posiadać umiejętność rozpoznawania w sobie, nazywania i uwalniania emocji (na dowolny, dobrany dla siebie odpowiedni sposób) a po drugie wiedzieć, czemu konkretne emocje służą. Znajomość tej wiedzy pozwala na zadanie sensownych w biologii pytań, po których następujące automatycznie odpowiedzi przynoszą ulgę i łatwość w podejmowaniu decyzji. Jedną z najtrudniejszych do zniesienia dla człowieka świadomości jest poczucie braku wyboru, stąd możliwość decydowania przynosi nam najczęściej spore ukojenie. Dlatego więc dobrze jest wiedzieć, czemu na przykład służy lęk w przyrodzie.
Otóż lęk wprowadza nas w rzeczywistość. Wyjmuje nas ze świata iluzji i sprowadza do prawdziwych realiów: boimy się, że nie starczy nam pieniędzy (w biologii czytaj: kęsa).

Sprawdźmy zatem, czy to stan faktyczny i rzeczywiście brakuje nam środków do przeżycia, czy tylko życzeniowo pragniemy mieć więcej na zapas? Jeśli naprawdę brakuje nam na przysłowiowy chleb, wtedy widać, że ten lęk kontaktuje nas z realiami i skłania do wyboru kierunku: co możemy teraz (sic!) zrobić, by zmienić taki stan rzeczy? Jeśli zaś okaże się, że de facto niczego nam nie brakuje ani na dzisiaj ani na najbliższe miesiące, to wtedy należy się zastanowić, skąd płynął ten mylący sygnał lęku? Być może odczuwalny przez nas był strachem naszych dziadków, którzy w przeszłości doświadczyli głodu? Być może sami znaleźliśmy się kiedyś w takiej sytuacji i rządzi nami to niepożegnane wspomnienie? Taki lęk spełnia wtedy funkcję informacyjną informacyjnej: powiadamia nas o kawałku przeszłości, który nie został przez nas uświadomiony czy uzdrowiony.
Osobom, które mają tendencje do częstego bania się, nieśmiałości w gronie towarzyskim, odczuwania strachu pozornie bez powodu, polecam zadać sobie to podstawowe pytanie: w jakiej rzeczywistości żyją – prawdziwej czy wyimaginowanej? A potem zająć się wszelkimi „prawdami”, które za tym stały i rozstać z tą przeszłością czy przekonaniami.
Podobnie pracuje się ze złością i jej pochodnymi (np. wściekłość, irytacja, uraza, niecierpliwość czy gniew), zadając kluczowe dla złości pytanie: jaka własna potrzeba jest w tym momencie (!) niezaspokojona? Złość przecież pojawia się w służbie działania w celu zdobycia kęsa (cokolwiek nim w danej chwili jest). Ludziom impulsywnym, frustratom czy furiatom poleca się kilka głębokich wdechów, lecz po co? By dać im chwilę czasu, jaka stanie się okazją do skontaktowania z sobą samym. Innymi słowy: do znalezienia odpowiedzi na proste pytanie: czego teraz najbardziej potrzebuję? Jak pięknie wyglądałby świat, gdybyśmy wszyscy mieli tą jedną świadomość: świadomość własnych potrzeb! (Nie mylić z pragnieniami.) Gdybyśmy potrafili te potrzeby spokojnie komunikować, np. wyrażając je w działaniu czy w przemyślanych słowach. A potem je samodzielnie zaspakajać. Świadomie dążyć do realizacji zamiarów, spełniania swoich marzeń czy kreowania wizji. Tym wszystkim steruje nasza złość! Szkoda, że tak powszechne jest jej blokowanie i niezrozumienie. Prowadzi to często do poczucia bezradności, bezsilności i bierności, czasem nawet do wtórnych lęków: lęku przed działaniem, samorealizacją czy choćby ekspresją własnej złości… Warto wtedy umieć zidentyfikować źródło takiego lęku i o ile tylko możliwe: puścić.

Jednym z najczęstszych błędów osób początkujących w temacie psychosomatyki jest wiązanie własnych chorób czy stanów psycho-fizycznych bezpośrednio z wydarzeniami z przeszłości. „Mam żylaki, bo moja babka była za młodu wygnana z kraju”, „Moje dziecko nie umie czytać, bo jego pradziadek został zaciągnięty do wojska i nie ukończył szkoły” czy „Odkąd rzucił mnie ostatni partner, nie umiem stworzyć żadnego związku” – oto kilka obrazujących przykładów takiej postawy myślowej. Problem w tym, że funkcjonując w podobnym konstrukcie mentalnym, pomija się to, co zasadnicze dla mechanizmu chorobotwórczego: emocje. A to przecież to one są kluczowym ogniwem łączącym przyczynę i skutek. To od powstałych subiektywnie emocji (E) pod wpływem faktów (F) zależy ostateczna reakcja (R) człowieka na bodziec, jak na poniższym schemacie:
fer
Dlatego w odkodowywaniu powodów choroby ważne jest dotarcie do tego, jakie uczucia powstały w chwili stresującego zdarzenia, o ile to tylko możliwe, definiowane jako emocje proste. „Co czułaś, kiedy twój partner cię opuścił?”, „Jakie emocje mogło wzbudzić w pradziadku to, że nie skończył edukacji?”, „Co poczuła twoja babka, kiedy uciekała na obczyznę?”…

Doświadczenie praktyków pokazuje, że dotarcie do emocjonalnej przyczyny danego zjawiska w gruncie rzeczy sprawia, że ogląd sytuacji ulega diametralnej zmianie. Fakty przestają mieć aż tak decydujące znaczenie, a na pierwsze miejsce wysuwa się pytanie: jak się tego (uczucia) pozbyć?… To doskonały punkt wyjścia do prawdziwego, głębokiego uzdrowienia.

Umiejętność zarządzania własnymi emocjami jest wielką sztuką i wymaga wciąż obecnej świadomości we własnych reakcjach. Czy jesteśmy reaktywni (emocje zarządziły nami) czy proaktywni (zadecydowaliśmy z wolnej woli)? Czy emocje są naszym sprzymierzeńcem i torują nam drogę w świadomej aktywności czy też stoją w usługach naszego ego?

Mało osób zdaje sobie sprawę, jak wielki to ciężar społeczny, który dźwigamy, żyjąc w sąsiedztwie osób nieświadomych. Że z nieświadomości własnych odczuć czy subiektywnych odbiorów ludzie potrafili osiągnąć doskonałość w manipulacji drugim człowiekiem, wchodzeniu w rolę ofiary czy czerpaniu ukrytych korzyści, choćby i nawet wynikało to z choroby!
Brak świadomości sygnałów, płynących z wnętrza nas samych sprawia, że reagujemy automatycznie i bez kontaktu z naszą istotą. Za to świadomość swoich emocji i nieustanny kontakt z nimi pozwala na wyjście z ego, adekwatne odpowiedzi i przejęcie prawdziwej odpowiedzialności za siebie i swoje zachowania. Czego serdecznie sobie i Państwu życzę.

Recent Posts

Leave a Comment